Archive for Sierpień, 2010

Z dnia na dzień

wtorek, Sierpień 24th, 2010

Szczęściarz czuje się już dobrze. Ma apetyt i częściej rozrabia. Udało nam się, leczenie skutkuje. I efekty widać. Wołamy go, przychodzi do nas i spogląda tymi swoimi pięknymi oczami. Nasze samopoczucie jest mocno mieszane. Leczymy go i pomagamy, ale nie możemy znaleźć mu domu. Ludzie znajdują mnóstwo argumentów typu, bo kot ma już rok, bo nie wiadomo co robił, bo wolą młodszego albo rasowego. Chwilami brakuje nam słów. Nasz argument jest inny, bo nie mamy warunków i finansów już także, by sobie pozwolić na kolejne zwierze, ale wiadomo… Chcieliśmy pomóc. Odrobaliczyliśmy go, podawaliśmy leki, zbadaliśmy i załatwiliśmy kastrację. Zapewniliśmy tyle ile w naszej mocy…Teraz jesteśmy trochę w patowej sytuacji. I jeśli do czwartku, do wieczora nikt nie odezwie się w sprawie adopcji, zawozimy Szczęściarza do schroniska. Mi nie jest łatwo, nie wiem czy dam radę, czy nie będę płakać i czy po prostu podołam. Szczęściarz nie zasługuje na taki los. Mógłby mieć dom… Prawdziwy dom.

24 sierpnia 2010<

Sobota

sobota, Sierpień 21st, 2010

Fikcja: „Szczęściarz, wychodzę na imprezę…”
Szczęściarz: „Ok, no to piąteczka! Baw sie dobrze!”
:D Uwielbiam Go!

21 sierpnia 2010, popołudnie
fghtyhtrhrthth

Dzień szósty

sobota, Sierpień 21st, 2010

„Czuje się lepiej! Lepiej! Miau! Lepiej!”

Dziś zamieszczamy wam zdjęcia Szczęściarza, żeby pokazać w jak coraz lepszym stanie zdrowia się znajduje. :) Pomimo, że jeszcze „trzecie powieki” są widoczne, to jednak oczy wyglądają naprawdę DUŻO lepiej, a ropy zbiera się coraz mniej. Jednak z decyzji lekarzy, na antybiotyku musi jeszcze pozostać kilkanaście dni. Niestety jeszcze kicha, pochrumkuje… I puszcza bączki. :)

20 sierpnia 2010
dtghrthgdgfrfr

gbhdgfdsassssssssssssss

Dzień piąty

sobota, Sierpień 21st, 2010

„Pierwszy pocałunek”

W nocy nie było dziś łatwo. Bardzo płakał. Trudno było go uspokoić. Jednak nad ranem stracił głos i zmęczony poddał się zasypiając mi na rękach. Po przebudzeniu spojrzał na mnie, podniósł się na łapkach i polizał mnie po policzku, po czym opadł. Pogłaskałam go po główce, zaczął mruczek… Po południu ożywił się. Podchodził do nas, ocierał się i zaczepiał. Widać, że zaczyna odżywać. Pokazuje więcej emocji. Potrafi się zdenerwować, jak mu się coś nie spodoba i okazuje to. :) Zaczyna być sobą… :)
Dziś u weterynarza zrobiliśmy mu badanie oka. Nie ma wrzodu. To bardzo dobra wiadomość. :) Oczy będą się goić i już niedługo zobaczymy tego efekty… Nie możemy się doczekać. Od wczoraj przekazujemy link do bloga Szczęściarza znajomym i przyjaciołom, mając nadzieję, że ktoś nam pomoże, albo zwróci na niego uwagę. Oprócz jednej osoby nikt nie zainteresował się jego adopcją. Zaczynamy się trochę denerwować i martwić. W poniedziałek musimy podjąć jakieś decyzje. Nie chcemy go oddawać do schroniska, nie zasługuje na to kot tak dobry i kochany. :(

19 sierpnia 2010
sefgegfaca

k,m,jfhdgawdd

Trudna decyzja

czwartek, Sierpień 19th, 2010

„Nie zostawiajcie mnie! Miau!”

Nie rozmawialiśmy długo o Szczęściarzu, bo jesteśmy świadomi sytuacji w jakiej się znajdujemy. Nie możemy sobie pozwolić na kolejnego kota. Przez gardło ledwo nam przeszło wypowiedzenie słów „Musimy znaleźć mu dom”, kiedy on leżał obok nas i radośnie wyciągał w naszym kierunku łapki, dopraszając się głaskania po brzuszku oraz pod paszkami. Pomagamy mu bezinteresownie. Taki ludzki odruch, wiemy że kot sam nie pójdzie do lekarza po receptę w chorobie, wiemy jak wiele kotów ginie z rąk ludzkich i z rąk samej natury. Pojawił się u nas ten odruch – współczucie. Spojrzeliśmy na siebie wypowiadając w ciszy – ZRÓBMY COŚ Z TYM. Miał więc szczęście, że na nas trafił… I o to jesteśmy, tu – na tej kanapie – my razem z nim. Zarazem szczęśliwi, a zarazem smutni. I nawet pewnie trochę przerażeni, jak sam Szczęściarz. Nasz lęk wiąże się z jego przyszłością. Nie chcemy go oddawać, lecz musimy to zrobić. Bo… Byłoby może to dla nas łatwiejsze, gdyby był zwykłym kotem. Spał, jadł, „kuweta”, spał, jadł, miauknął, „kuweta”… Ale nie… Jest taki kochany… Wesoły, czuły pieszczoch, ze swoimi nastrojami, taki pozytywny czarny charakter w białym krawacie… Szukamy mu domu pomóżcie nam znaleźć dobrego człowieka, który da mu szczęście już raz odebrane… Do tego dnia, zrobimy wszystko co w naszej mocy, by dalej o niego dbać i sprawiać, by stawał się szczęśliwszy i silniejszy.

Krzysiek i Ewelina

18 sierpnia 2010, wieczór

Dzień czwarty

czwartek, Sierpień 19th, 2010

„Nie lubię Cię! Ale głaszcz, głaszcz, głaszcz…”

Dziś dostał niedobrą tabletkę, dużą i niesmaczną. Na odrobaczenie. Minkę miał nietęgą. Do tego doszło codziennie czyszczenie oczu z ropy oraz podanie kropli, co szczypie. Foch był, trwał kilka godzin. :) Na ten czas schował się w ulubionym miejscu pod łóżkiem. Przebłagałam go smakołykiem, który dostałam od weterynarza. Migiem zmienił mu się nastrój. Bawiliśmy się długo jego ulubioną pomarańczową kostką, naprzemian z pieszczotami. :) Energiczne szaleństwo! Cudownie widzieć go w tak dobrym nastroju. Czasem chodzi i miauczy wpatrując się a to w szybę, a to w drzwi. Najczęściej nocą. Zastanawiam się wtedy, czy tęskni za wolnością, za swoim pierwszym domem… Czy naprawdę go miał? Ile bitew stoczył? Cierpiał bardzo? Chciałabym odczytać jego myśli w takich chwilach…

P.S. Pierwszego dnia ważył 4,45 kg, dziś już 4,70 kg. :) To niewiele, ale i tak to dobra wiadomość, prawda?

18 sierpnia 2010, południe

Dzień trzeci

czwartek, Sierpień 19th, 2010

„Weterynarz – złoooooooooooooooo…”

Co można o Szczęściarzu powiedzieć, to można. Ale jak na kota przystało, weterynarza za specjalnie sympatią nie darzy. Bardzo nie lubi zastrzyków, źle je znosi i szybko łapie focha. :) Jednak to konieczność w jego przypadku. Zapalenie spojówek (Koci Katar http://www.vetopedia.pl/article24-1-Koci_katar.html) jest u niego widoczne na pierwszy rzut oka. Bywają momenty (szczególnie po podaniu kropli i przetarciu oczu), gdy jego oczy wyglądają na tyle dobrze, by móc już oceniać ich kolor. Jednak wciąż jest za wcześnie… Weterynarz dziś ocenił jego wiek – ok. 12 miesięcy. Ze zdziwieniem więc przyglądamy mu się, ponieważ jak na rocznego kociaka – jest duży. Niebawem czeka go odrobaczanie, badania rogówki, testy (o ile uda nam się uzbierać fundusze), i za dwa tygodnie – nieunikniona – kastracja. Którą mamy nadzieję, uda nam się wykonać poprzez pomoc z Ośrodka KOTERIA w Warszawie. Trzymajcie mocno kciuki! Fundusze na bezpłatne leczenie oraz kastracje z Urzędu Miasta skończyły się już w lipcu, taką informację dziś nam potwierdzono. Z tego względu… Zaczynamy szukać pomocy od dobrych ludzi, którzy chcą ją ofiarować wraz z nami Szczęściarzowi.

Osoby zainteresowane jego obecnym stanem zdrowia, a także które chciałyby dowiedzieć się o jego leczeniu, czy też szukają potwierdzenia naszych działań od 15 sierpnia b.r., mogą kontaktować się z Lecznicą ARSWET pod numerem telefonu: (022) 671 34 88. Prosimy wtedy pytać bezpośrednio o „Szczęściarza”, weterynarze są poinformowani o ewentualnych telefonach z waszej strony i mogą udzielać informacji.

17 sierpnia 2010, popołudnie

adawdadadadad

Dzień drugi

czwartek, Sierpień 19th, 2010

„Każdy dzień, to nowa lekcja…”

Kwestie wychowania miał nie do końca opanowaną. Udało się go nauczyć załatwiać do kuwety, pomimo że początek nie był najweselszy. Potrzeba do tego było dużo cierpliwości i chęci pomocy mu w zrozumieniu pewnych zasad. :) Wskakuje jeszcze na stoły, zagląda do śmieci, ale zwrócenie mu uwagi skutkuje. Ma apetyt i nie wybrzydza. Chętnie zjada zarówno chrupki, jak i posiłki przygotowane na kolację oraz śniadanie. Wypija bardzo dużo wody. Nie wiemy, jak długo był na wolności, choć jednego jesteśmy pewni… Miał kiedyś dom. Jest zadbany, rozumie ludzkie gesty jak machanie palcem, czy komenda „nie wolno”. I jest olbrzymim pieszczochem. Każdą możliwą okazję wykorzystuje na to. :) Liczne obrażenia oraz rany po walkach stoczonych na wolności trochę nas niepokoją, lecz widać że był dzielny i wciąż pozostaje. Koci Katar też daje mu się odczuć. Pomagamy mu najlepiej, jak potrafimy. I widzimy, że lepiej się czuje… Czasem nawet uśmiecha się do nas. Lubi się bawić, i ma pewnego rodzaju swoiste poczucie humoru. Trzeba to usłyszeć i zobaczyć, by uwierzyć. Ale uwierzcie mi – jest wyjątkowy pod licznymi względami.

ssfsefsf

Powitanie

czwartek, Sierpień 19th, 2010

„Nowe miejsce”

Na czas przyjazdu „Szczęściarza”, moim kotem zaopiekował się nasz serdeczny przyjaciel z dziewczyną. Nie chcieliśmy ryzykować kontaktu chorego kotka ze zdrowym. W domu długo szukał swojego miejsca, odwiedzał każdy kąt… Jednak był zaniepokojony. Wtedy podbiegał do nas, dopraszał się głaskania i układał się na kanapie spokojniejszy. Kiedy odchodziliśmy na przykład do kuchni, szukał nas i miauczał. Musieliśmy być blisko. Spał krótko, choć budził się co chwilę, wpychał głowę pod rękę, tak żebym mogła go podrapać, i zasypiał. Po godzinie 2:00 zaczął się 5 godzinny maraton nieustającego płakania oraz drapania pod drzwiami i oknem. Nie było łatwo go uspokoić. A kiedy stracił głos poddał się, padł na łóżko po 7:00 i spał do późnego popołudnia… Raz łapkami przykrył głowę (za ten widok uwielbiamy koty), inny razem zwinięty w kłębku pod moim kocem mruczał coś przez sen, aż finalnie zdecydował się zniknąć pod łóżkiem, gdzie promienie słoneczne nie dosięgały go…
16 sierpnia 2010, popołudnie

eflnf;efmw;fmew

Początek

wtorek, Sierpień 17th, 2010

„Ej, jaki fajny kocur!”
W niedzielę, tuż przed dużą ulewą na parkingu pod blokiem, siedząc w samochodzie zauważyliśmy wyłaniającego się spod sąsiedniego auta czarnego kota. Ruszył w naszą stronę, i mrucząc zaczął się łasić. Równie niespotykane, co miłe, gdy miejski kot nie ucieka od człowieka, a sam podchodzi, wskakuje na siedzenie i domaga się pieszczot. Wtedy zauważyliśmy w jak złym stanie znajdują się jego oczy. Wydzielająca się mieszanina krwi i ropy wyglądała niczym narośl, przez co ciężko było dostrzec, czy kot oczy ma, czy nie. W ułamku sekundy podjęliśmy decyzję o zawiezieniu go do weterynarza. Podczas jazdy kot był bardzo spokojny, nie wyrywał się, ani nie uciekał. Dotarliśmy do Lecznicy dla Zwierząt ARSWET przy ul. Fieldorfa 5 w Warszawie. Tam weterynarz od razu udzielił mu pomocy. Pozbył się ropy z oczu i ich okolicy, zmierzył temperaturę (39,2), wagę (4,45 kg), podał antybiotyk oraz krople do oczu. I wtedy już wiedzieliśmy, że na pewno nie wróci na ulicę, że nie pozwolimy na to.

15 sierpnia 2010, wieczór

dedQAFFG