Archive for the ‘Stary dom – wpisy Fikcji’ Category

Udało się!

niedziela, Wrzesień 12th, 2010

„Miau, miau… ”

Zacznę od początku…

W zeszły czwartek nie udało się znaleźć nam mu domu, przez weekend siedzieliśmy w dużej niepewności nie wiedząc co robić. Po trzech tygodniach poszukiwań, zamieszczania ogłoszeń i rozmawiania z ludźmi, nie mieliśmy żadnego planu. Zrezygnowani tak naprawdę byliśmy już przygotowani na wyjazd do schroniska. Ale na forum miau.pl , jedna z użytkowniczek podesłała nam kontakt do Azylu w Falenicy. I tam znaleźliśmy pomoc…

We wtorek doszło do badania i kastracji. Wynik był negatywny, także Szczęściarz jest zdrowy. W środę odwiedziła nas Ania, która chciała poznać Szczęściarza…

Karma zakupiona z funduszy ofiarowanych od Morelki z forum miau.pl

Wieczór po kastracji, słodka drzemka… :)

A w piątek… Trafił do nowego domu.

Od teraz jego dalszą historię ona będzie wam opowiadać, tak że blog nie zniknie…

Dziękuję Azylowi za pamięć, Panie Mariuszu, to Panu najbardziej jesteśmy wdzięczni. Nawet nie wiem, co mogę Panu dziękować.

Jeśli chcecie wraz ze mną pomóc uczciwej i podchodzącej z sercem Fundacji, której można zaufać, że na pewno pomaga zwierzakom, każdy z was, może przesłać nawet drobne 10 zł na konto Azylu. To zawsze jakiś grosz na jedzenie dla zwierząt, na pomoc lekarską.

http://www.psianiol.org.pl/

Adres do korespondencji:

Fundacja Azylu pod Psim Aniołem

ul. Kosodrzewiny 7/9

04-979 Warszawa

Rachunek bankowy: 03 1020 1042 0000 8802 0109 6528

Tytułując na przykład: zwrot na Szczęściarza, albo pomoc dla kotków, piesków.

Dziękujemy Wszystkim.

I Szczęściarzu – jesteśmy szczęśliwi, że Ty jesteś szczęśliwy… Nie zapomnimy o Tobie!

Wielki tydzień

czwartek, Wrzesień 2nd, 2010

„Koci koci łapci, nie gryziemy Krzysia kapci!”

Eh… To będzie długi wpis… :) Miauuuuu….
Od ponad tygodnia to kot zaczął opiekować się mną, i tak pomagaliśmy sobie wzajemnie. Skoki gorączki trwają u mnie po dziś, dlatego na wstępie bardzo przepraszam, że nie wrzucałam notatek i nic nie pisałam. Bo bywają godziny, że nie mogę ruszyć palcem, tak mi dokucza choroba. Może zacznę od tego, że w od 27 sierpnia Szczęściarz nie otrzymuje zastrzyku z antybiotykiem… Bo już czuje się dobrze. :) Jego oczy są w 90% wyleczone, trzecie powieki praktycznie są już niewidoczne, w oczach nie gromadzi się ropa, choć codziennie oczka i tak mu przecieram. Załączam kilka zdjęć z książeczki, którą mu założyliśmy na dowód wizyt i podawanych leków.

Historia leczenia kotka:

Odrobaczenie:

Ten tydzień był dość ciekawie leniwy dla Szczęściarza. Przytył już kilogram, humor mu wcale nie mija, a czasem nawet objawia się z nasilonymi objawami. Chociażby kostka którą zawiesiłam na klamce od drzwi potrafi dokonywać przewrotnych lotów na swoim półtora metrowym sznureczku, znajdując się chwilami nawet na samej górze/krawędzi drzwi. :) Kotek też próbował swoich sił z dużymi, różowymi, miękkimi kapciami Krzysia. Jednak bez szans. Leżeć na nich nie chciał, bawić próbował, to nasikał, więc kapcie mu dały z kapcia (utwierdzam się w przekonaniu, że to kwestia koloru). I problem zniknął. Nauczyliśmy się komendy, która zaczyna skutkować, mianowicie: CICHO! Kiedy zaczyna się godzina 4:00 mniej więcej włącza mu się miauczenie… :) Ale i tak go uwielbiamy. Oczywiście nie należy zapominać o tradycyjnym przepychaniu się w łóżku – najpierw pod kołdrę, i powolutku w kierunku poduszki, i kiedy tylko odwrócisz się na moment, kotek robi HYC główką na poduszeczkę. Zajmując Ci przy tym jednak jej połowę. :] Słodkie i wredne, nieprawdaż?

Chcieliśmy podziękować Piotrowi i Monice, którzy zdecydowali się pomóc Szczęściarzowi. Zakupili żwirek, oraz jedzenie. W prezencie kotek dostał też od Moniki zabawkę, która jest HITEM. Ponieważ Szczęściarz, jak tylko strzela focha, albo zły jest na mnie, że mu na coś nie pozwalam – rzuca się na nią, i przez 2 godziny mam spokój. :D Bawi się ciągle! Bardzo wam dziękujemy, w imieniu czarnulka – miau. :*

Jedzenie oraz Żwirek:
szczesciarz 12345

Zabawka:
szczesciarz 23455

Kilka zdjęć z zabaw:
szczesciarz 445567

szczesciarz 78900

szczesciarz 09866

sdlfnwofnfn 44556790

Nie poprzestawaliśmy w poszukiwaniach Szczęściarzowi domu. Znalazły się cztery osoby, które chciały zaopiekować się nim i dać mu nową szansę. W dwóch przypadkach nie zgodzili się właściciele mieszkań, które osoby zainteresowane wynajmowany, z jedną nie można się od tygodnia skontaktować, a ostatnią osobą jest nasz przyjaciel, który od jutra prawdopodobnie się nim zaopiekuje. Jednak to wciąż nic pewnego… Trzymajcie bardzo mocno kciuki!!! PROSIMY!!!
Prawdopodobnie będziemy robić składkę na kastrację dla Szczęściarza. Ośrodek KOTERIA http://www.koteria.org.pl/, który na początku obiecał nam pomóc, bierze nas za oszustów i naciągaczy. Pani Weterynarz, z którą rozmawialiśmy, rzuciła nam słuchawką, kiedy próbowaliśmy porozmawiać, oskarżając nas o brak odpowiedzialności oraz grożąc, że zabierze nam kota, kiedy tylko w Ośrodku się z nim pojawimy. Hm. Pozostawiamy to bez komentarza…
Jesteśmy źli, i zjemy kota. :]

DZIĘKUJEMY
Lecznicy Całodobowej ARSWET w Warszawie i jej lekarzom. http://www.arswet.warszawa.pl
Wasze wsparcie, oraz wyrozumiałość jest bezcenna… Dziękujemy, że nam zaufaliście.
Osobiste podziękowanie kieruję także do mamy Krzysia.
Pani Alicjo, bardzo dziękuję za zapewnienie domu Rudemu. Bez Pani zgody, Szczęściarz mógłby już tydzień temu trafić do schroniska. Dziękuję. :*
Przesyłam od Szczęściarza wielkie MIAU!!! :)

Z dnia na dzień

wtorek, Sierpień 24th, 2010

Szczęściarz czuje się już dobrze. Ma apetyt i częściej rozrabia. Udało nam się, leczenie skutkuje. I efekty widać. Wołamy go, przychodzi do nas i spogląda tymi swoimi pięknymi oczami. Nasze samopoczucie jest mocno mieszane. Leczymy go i pomagamy, ale nie możemy znaleźć mu domu. Ludzie znajdują mnóstwo argumentów typu, bo kot ma już rok, bo nie wiadomo co robił, bo wolą młodszego albo rasowego. Chwilami brakuje nam słów. Nasz argument jest inny, bo nie mamy warunków i finansów już także, by sobie pozwolić na kolejne zwierze, ale wiadomo… Chcieliśmy pomóc. Odrobaliczyliśmy go, podawaliśmy leki, zbadaliśmy i załatwiliśmy kastrację. Zapewniliśmy tyle ile w naszej mocy…Teraz jesteśmy trochę w patowej sytuacji. I jeśli do czwartku, do wieczora nikt nie odezwie się w sprawie adopcji, zawozimy Szczęściarza do schroniska. Mi nie jest łatwo, nie wiem czy dam radę, czy nie będę płakać i czy po prostu podołam. Szczęściarz nie zasługuje na taki los. Mógłby mieć dom… Prawdziwy dom.

24 sierpnia 2010<

Sobota

sobota, Sierpień 21st, 2010

Fikcja: „Szczęściarz, wychodzę na imprezę…”
Szczęściarz: „Ok, no to piąteczka! Baw sie dobrze!”
:D Uwielbiam Go!

21 sierpnia 2010, popołudnie
fghtyhtrhrthth

Dzień szósty

sobota, Sierpień 21st, 2010

„Czuje się lepiej! Lepiej! Miau! Lepiej!”

Dziś zamieszczamy wam zdjęcia Szczęściarza, żeby pokazać w jak coraz lepszym stanie zdrowia się znajduje. :) Pomimo, że jeszcze „trzecie powieki” są widoczne, to jednak oczy wyglądają naprawdę DUŻO lepiej, a ropy zbiera się coraz mniej. Jednak z decyzji lekarzy, na antybiotyku musi jeszcze pozostać kilkanaście dni. Niestety jeszcze kicha, pochrumkuje… I puszcza bączki. :)

20 sierpnia 2010
dtghrthgdgfrfr

gbhdgfdsassssssssssssss

Dzień piąty

sobota, Sierpień 21st, 2010

„Pierwszy pocałunek”

W nocy nie było dziś łatwo. Bardzo płakał. Trudno było go uspokoić. Jednak nad ranem stracił głos i zmęczony poddał się zasypiając mi na rękach. Po przebudzeniu spojrzał na mnie, podniósł się na łapkach i polizał mnie po policzku, po czym opadł. Pogłaskałam go po główce, zaczął mruczek… Po południu ożywił się. Podchodził do nas, ocierał się i zaczepiał. Widać, że zaczyna odżywać. Pokazuje więcej emocji. Potrafi się zdenerwować, jak mu się coś nie spodoba i okazuje to. :) Zaczyna być sobą… :)
Dziś u weterynarza zrobiliśmy mu badanie oka. Nie ma wrzodu. To bardzo dobra wiadomość. :) Oczy będą się goić i już niedługo zobaczymy tego efekty… Nie możemy się doczekać. Od wczoraj przekazujemy link do bloga Szczęściarza znajomym i przyjaciołom, mając nadzieję, że ktoś nam pomoże, albo zwróci na niego uwagę. Oprócz jednej osoby nikt nie zainteresował się jego adopcją. Zaczynamy się trochę denerwować i martwić. W poniedziałek musimy podjąć jakieś decyzje. Nie chcemy go oddawać do schroniska, nie zasługuje na to kot tak dobry i kochany. :(

19 sierpnia 2010
sefgegfaca

k,m,jfhdgawdd

Trudna decyzja

czwartek, Sierpień 19th, 2010

„Nie zostawiajcie mnie! Miau!”

Nie rozmawialiśmy długo o Szczęściarzu, bo jesteśmy świadomi sytuacji w jakiej się znajdujemy. Nie możemy sobie pozwolić na kolejnego kota. Przez gardło ledwo nam przeszło wypowiedzenie słów „Musimy znaleźć mu dom”, kiedy on leżał obok nas i radośnie wyciągał w naszym kierunku łapki, dopraszając się głaskania po brzuszku oraz pod paszkami. Pomagamy mu bezinteresownie. Taki ludzki odruch, wiemy że kot sam nie pójdzie do lekarza po receptę w chorobie, wiemy jak wiele kotów ginie z rąk ludzkich i z rąk samej natury. Pojawił się u nas ten odruch – współczucie. Spojrzeliśmy na siebie wypowiadając w ciszy – ZRÓBMY COŚ Z TYM. Miał więc szczęście, że na nas trafił… I o to jesteśmy, tu – na tej kanapie – my razem z nim. Zarazem szczęśliwi, a zarazem smutni. I nawet pewnie trochę przerażeni, jak sam Szczęściarz. Nasz lęk wiąże się z jego przyszłością. Nie chcemy go oddawać, lecz musimy to zrobić. Bo… Byłoby może to dla nas łatwiejsze, gdyby był zwykłym kotem. Spał, jadł, „kuweta”, spał, jadł, miauknął, „kuweta”… Ale nie… Jest taki kochany… Wesoły, czuły pieszczoch, ze swoimi nastrojami, taki pozytywny czarny charakter w białym krawacie… Szukamy mu domu pomóżcie nam znaleźć dobrego człowieka, który da mu szczęście już raz odebrane… Do tego dnia, zrobimy wszystko co w naszej mocy, by dalej o niego dbać i sprawiać, by stawał się szczęśliwszy i silniejszy.

Krzysiek i Ewelina

18 sierpnia 2010, wieczór

Dzień czwarty

czwartek, Sierpień 19th, 2010

„Nie lubię Cię! Ale głaszcz, głaszcz, głaszcz…”

Dziś dostał niedobrą tabletkę, dużą i niesmaczną. Na odrobaczenie. Minkę miał nietęgą. Do tego doszło codziennie czyszczenie oczu z ropy oraz podanie kropli, co szczypie. Foch był, trwał kilka godzin. :) Na ten czas schował się w ulubionym miejscu pod łóżkiem. Przebłagałam go smakołykiem, który dostałam od weterynarza. Migiem zmienił mu się nastrój. Bawiliśmy się długo jego ulubioną pomarańczową kostką, naprzemian z pieszczotami. :) Energiczne szaleństwo! Cudownie widzieć go w tak dobrym nastroju. Czasem chodzi i miauczy wpatrując się a to w szybę, a to w drzwi. Najczęściej nocą. Zastanawiam się wtedy, czy tęskni za wolnością, za swoim pierwszym domem… Czy naprawdę go miał? Ile bitew stoczył? Cierpiał bardzo? Chciałabym odczytać jego myśli w takich chwilach…

P.S. Pierwszego dnia ważył 4,45 kg, dziś już 4,70 kg. :) To niewiele, ale i tak to dobra wiadomość, prawda?

18 sierpnia 2010, południe

Dzień trzeci

czwartek, Sierpień 19th, 2010

„Weterynarz – złoooooooooooooooo…”

Co można o Szczęściarzu powiedzieć, to można. Ale jak na kota przystało, weterynarza za specjalnie sympatią nie darzy. Bardzo nie lubi zastrzyków, źle je znosi i szybko łapie focha. :) Jednak to konieczność w jego przypadku. Zapalenie spojówek (Koci Katar http://www.vetopedia.pl/article24-1-Koci_katar.html) jest u niego widoczne na pierwszy rzut oka. Bywają momenty (szczególnie po podaniu kropli i przetarciu oczu), gdy jego oczy wyglądają na tyle dobrze, by móc już oceniać ich kolor. Jednak wciąż jest za wcześnie… Weterynarz dziś ocenił jego wiek – ok. 12 miesięcy. Ze zdziwieniem więc przyglądamy mu się, ponieważ jak na rocznego kociaka – jest duży. Niebawem czeka go odrobaczanie, badania rogówki, testy (o ile uda nam się uzbierać fundusze), i za dwa tygodnie – nieunikniona – kastracja. Którą mamy nadzieję, uda nam się wykonać poprzez pomoc z Ośrodka KOTERIA w Warszawie. Trzymajcie mocno kciuki! Fundusze na bezpłatne leczenie oraz kastracje z Urzędu Miasta skończyły się już w lipcu, taką informację dziś nam potwierdzono. Z tego względu… Zaczynamy szukać pomocy od dobrych ludzi, którzy chcą ją ofiarować wraz z nami Szczęściarzowi.

Osoby zainteresowane jego obecnym stanem zdrowia, a także które chciałyby dowiedzieć się o jego leczeniu, czy też szukają potwierdzenia naszych działań od 15 sierpnia b.r., mogą kontaktować się z Lecznicą ARSWET pod numerem telefonu: (022) 671 34 88. Prosimy wtedy pytać bezpośrednio o „Szczęściarza”, weterynarze są poinformowani o ewentualnych telefonach z waszej strony i mogą udzielać informacji.

17 sierpnia 2010, popołudnie

adawdadadadad

Dzień drugi

czwartek, Sierpień 19th, 2010

„Każdy dzień, to nowa lekcja…”

Kwestie wychowania miał nie do końca opanowaną. Udało się go nauczyć załatwiać do kuwety, pomimo że początek nie był najweselszy. Potrzeba do tego było dużo cierpliwości i chęci pomocy mu w zrozumieniu pewnych zasad. :) Wskakuje jeszcze na stoły, zagląda do śmieci, ale zwrócenie mu uwagi skutkuje. Ma apetyt i nie wybrzydza. Chętnie zjada zarówno chrupki, jak i posiłki przygotowane na kolację oraz śniadanie. Wypija bardzo dużo wody. Nie wiemy, jak długo był na wolności, choć jednego jesteśmy pewni… Miał kiedyś dom. Jest zadbany, rozumie ludzkie gesty jak machanie palcem, czy komenda „nie wolno”. I jest olbrzymim pieszczochem. Każdą możliwą okazję wykorzystuje na to. :) Liczne obrażenia oraz rany po walkach stoczonych na wolności trochę nas niepokoją, lecz widać że był dzielny i wciąż pozostaje. Koci Katar też daje mu się odczuć. Pomagamy mu najlepiej, jak potrafimy. I widzimy, że lepiej się czuje… Czasem nawet uśmiecha się do nas. Lubi się bawić, i ma pewnego rodzaju swoiste poczucie humoru. Trzeba to usłyszeć i zobaczyć, by uwierzyć. Ale uwierzcie mi – jest wyjątkowy pod licznymi względami.

ssfsefsf