Mamo, totek liże mi rękę!

Wrzesień 24th, 2010

Radość i absolutne szczęście w oczach słabo się uwieczniają na zdjęciach. W każdym razie zapewniam Was – to, co widać, to blady cień tego, co było w realu. A emocje – bezcenne.

Co jak co, ale ten widok z okna to ładny tu jest

Wrzesień 24th, 2010

Totek Szczęściarz ma nowy dom

Wrzesień 20th, 2010

„Totek” – bo tak przez pierwsze dni mówiła na niego moja trzyletnia córka, potem się nauczyła mówić poprawnie, nawet próbuje już wymawiać jego imię. Ku mojemu zaskoczeniu Szczęściarz nie był bardzo przerażony znalezieniem się nagle w domu, gdzie jest dwójka dzieci, w tym jedno zdecydowanie i stanowczo okazujące swoje uczucia wobec kota, dużo hałasu, często zamieszanie, goście nie goście. Pierwszego dnia chował się często pod łóżko, ale z każdym dniem coraz rzadziej i krócej, a w tej chwili, po tygodniu śmiga do kryjówki tylko wtedy, jak odpalam odkurzacz.

Wszyscy go pokochaliśmy. Maja, trzylatka, rozumie, że może komuś sprawić ból i celowo tego nie robi, nie licząc sytuacji, w których bije się z bratem o zabawki, ale to specyficzne stosunki pomiędzy rodzeństwem i nie są to bójki, w których ktoś może poważnie ucierpieć. Niemniej kota trochę „męczyła”, bo uważała na przykład, że jak kotek odejdzie od miski, w której jeszcze ma jedzenie, to trzeba go zachęcić do dalszej konsumpcji i zanosiła Szczęściarza z powrotem, mówiąc czule: jedz kotku, jedz. Kot się oczywiście wyrywał, tak samo nie był zachwycony miłosnymi uściskami w wykonaniu Majki, ale mimo tego to właśnie na łóżku Majki zaczął szybko sypiać. I, jak się przekonałam, nie chodziło o łóżko, ale właśnie o tą męczącą trzylatkę, bo jak którejś nocy Młoda przelazła do mojego łóżka, to on poszedł za nią, więc nagle o 4 rano obudziło mnie chrapanie córki z jednej, a mruczenie kota z drugiej strony. Teraz sypia albo ze mną, albo z Mają, na łóżko Tomka wchodzi rzadko, może dlatego, że to górne z piętrowego i nie chce mu się. Lubi też parapety okienne, zwłaszcza drewniany w kuchni.
Dzieci się kłócą o to, kto się bawi z kotkiem, Majka okazuje mu swoją miłość gorąco i mocno, Tomek ją ruga za to okazywanie, ja ich rugam za kłocenie się i ją za męczenie kota, ogólnie jest wesoło, pełno miłości i radości, czyli tak, jak powinno być w każdym domu.
A Szczęściarz dostał kilka prezentów, nowe zabawki, jakąś wypasioną sztuczną myszę, ale i tak najbardziej lubi się bawić moją gumką do włosów. Jak z dzieckiem, doprawdy, kupujesz drogie firmowe zabwki, maty edukacyjne, jakieś cuda wianki, a potem dizecko i tak ma największy ubaw z balonika, garnka i łyżki lub czegoś równie wyrafinowanego.
Pierwszy dzień: bezpieczna miejscówka na górnym łóżku

Może jednak dolne?

E, najlepiej na klockach Lego i książkach

Ale w sumie… po co się tak izolować? Lepiej koło człowieka, także tego małego

A może do szuflady? Przecież ona na pewno został opróżniona właśnie na kota, a nie na jakieś długie spodnie dziecięce, co tam komu po spodniach, kot w szufladzie to jest coś!

Udało się!

Wrzesień 12th, 2010

„Miau, miau… ”

Zacznę od początku…

W zeszły czwartek nie udało się znaleźć nam mu domu, przez weekend siedzieliśmy w dużej niepewności nie wiedząc co robić. Po trzech tygodniach poszukiwań, zamieszczania ogłoszeń i rozmawiania z ludźmi, nie mieliśmy żadnego planu. Zrezygnowani tak naprawdę byliśmy już przygotowani na wyjazd do schroniska. Ale na forum miau.pl , jedna z użytkowniczek podesłała nam kontakt do Azylu w Falenicy. I tam znaleźliśmy pomoc…

We wtorek doszło do badania i kastracji. Wynik był negatywny, także Szczęściarz jest zdrowy. W środę odwiedziła nas Ania, która chciała poznać Szczęściarza…

Karma zakupiona z funduszy ofiarowanych od Morelki z forum miau.pl

Wieczór po kastracji, słodka drzemka… :)

A w piątek… Trafił do nowego domu.

Od teraz jego dalszą historię ona będzie wam opowiadać, tak że blog nie zniknie…

Dziękuję Azylowi za pamięć, Panie Mariuszu, to Panu najbardziej jesteśmy wdzięczni. Nawet nie wiem, co mogę Panu dziękować.

Jeśli chcecie wraz ze mną pomóc uczciwej i podchodzącej z sercem Fundacji, której można zaufać, że na pewno pomaga zwierzakom, każdy z was, może przesłać nawet drobne 10 zł na konto Azylu. To zawsze jakiś grosz na jedzenie dla zwierząt, na pomoc lekarską.

http://www.psianiol.org.pl/

Adres do korespondencji:

Fundacja Azylu pod Psim Aniołem

ul. Kosodrzewiny 7/9

04-979 Warszawa

Rachunek bankowy: 03 1020 1042 0000 8802 0109 6528

Tytułując na przykład: zwrot na Szczęściarza, albo pomoc dla kotków, piesków.

Dziękujemy Wszystkim.

I Szczęściarzu – jesteśmy szczęśliwi, że Ty jesteś szczęśliwy… Nie zapomnimy o Tobie!

Wielki tydzień

Wrzesień 2nd, 2010

„Koci koci łapci, nie gryziemy Krzysia kapci!”

Eh… To będzie długi wpis… :) Miauuuuu….
Od ponad tygodnia to kot zaczął opiekować się mną, i tak pomagaliśmy sobie wzajemnie. Skoki gorączki trwają u mnie po dziś, dlatego na wstępie bardzo przepraszam, że nie wrzucałam notatek i nic nie pisałam. Bo bywają godziny, że nie mogę ruszyć palcem, tak mi dokucza choroba. Może zacznę od tego, że w od 27 sierpnia Szczęściarz nie otrzymuje zastrzyku z antybiotykiem… Bo już czuje się dobrze. :) Jego oczy są w 90% wyleczone, trzecie powieki praktycznie są już niewidoczne, w oczach nie gromadzi się ropa, choć codziennie oczka i tak mu przecieram. Załączam kilka zdjęć z książeczki, którą mu założyliśmy na dowód wizyt i podawanych leków.

Historia leczenia kotka:

Odrobaczenie:

Ten tydzień był dość ciekawie leniwy dla Szczęściarza. Przytył już kilogram, humor mu wcale nie mija, a czasem nawet objawia się z nasilonymi objawami. Chociażby kostka którą zawiesiłam na klamce od drzwi potrafi dokonywać przewrotnych lotów na swoim półtora metrowym sznureczku, znajdując się chwilami nawet na samej górze/krawędzi drzwi. :) Kotek też próbował swoich sił z dużymi, różowymi, miękkimi kapciami Krzysia. Jednak bez szans. Leżeć na nich nie chciał, bawić próbował, to nasikał, więc kapcie mu dały z kapcia (utwierdzam się w przekonaniu, że to kwestia koloru). I problem zniknął. Nauczyliśmy się komendy, która zaczyna skutkować, mianowicie: CICHO! Kiedy zaczyna się godzina 4:00 mniej więcej włącza mu się miauczenie… :) Ale i tak go uwielbiamy. Oczywiście nie należy zapominać o tradycyjnym przepychaniu się w łóżku – najpierw pod kołdrę, i powolutku w kierunku poduszki, i kiedy tylko odwrócisz się na moment, kotek robi HYC główką na poduszeczkę. Zajmując Ci przy tym jednak jej połowę. :] Słodkie i wredne, nieprawdaż?

Chcieliśmy podziękować Piotrowi i Monice, którzy zdecydowali się pomóc Szczęściarzowi. Zakupili żwirek, oraz jedzenie. W prezencie kotek dostał też od Moniki zabawkę, która jest HITEM. Ponieważ Szczęściarz, jak tylko strzela focha, albo zły jest na mnie, że mu na coś nie pozwalam – rzuca się na nią, i przez 2 godziny mam spokój. :D Bawi się ciągle! Bardzo wam dziękujemy, w imieniu czarnulka – miau. :*

Jedzenie oraz Żwirek:
szczesciarz 12345

Zabawka:
szczesciarz 23455

Kilka zdjęć z zabaw:
szczesciarz 445567

szczesciarz 78900

szczesciarz 09866

sdlfnwofnfn 44556790

Nie poprzestawaliśmy w poszukiwaniach Szczęściarzowi domu. Znalazły się cztery osoby, które chciały zaopiekować się nim i dać mu nową szansę. W dwóch przypadkach nie zgodzili się właściciele mieszkań, które osoby zainteresowane wynajmowany, z jedną nie można się od tygodnia skontaktować, a ostatnią osobą jest nasz przyjaciel, który od jutra prawdopodobnie się nim zaopiekuje. Jednak to wciąż nic pewnego… Trzymajcie bardzo mocno kciuki!!! PROSIMY!!!
Prawdopodobnie będziemy robić składkę na kastrację dla Szczęściarza. Ośrodek KOTERIA http://www.koteria.org.pl/, który na początku obiecał nam pomóc, bierze nas za oszustów i naciągaczy. Pani Weterynarz, z którą rozmawialiśmy, rzuciła nam słuchawką, kiedy próbowaliśmy porozmawiać, oskarżając nas o brak odpowiedzialności oraz grożąc, że zabierze nam kota, kiedy tylko w Ośrodku się z nim pojawimy. Hm. Pozostawiamy to bez komentarza…
Jesteśmy źli, i zjemy kota. :]

DZIĘKUJEMY
Lecznicy Całodobowej ARSWET w Warszawie i jej lekarzom. http://www.arswet.warszawa.pl
Wasze wsparcie, oraz wyrozumiałość jest bezcenna… Dziękujemy, że nam zaufaliście.
Osobiste podziękowanie kieruję także do mamy Krzysia.
Pani Alicjo, bardzo dziękuję za zapewnienie domu Rudemu. Bez Pani zgody, Szczęściarz mógłby już tydzień temu trafić do schroniska. Dziękuję. :*
Przesyłam od Szczęściarza wielkie MIAU!!! :)

Z dnia na dzień

Sierpień 24th, 2010

Szczęściarz czuje się już dobrze. Ma apetyt i częściej rozrabia. Udało nam się, leczenie skutkuje. I efekty widać. Wołamy go, przychodzi do nas i spogląda tymi swoimi pięknymi oczami. Nasze samopoczucie jest mocno mieszane. Leczymy go i pomagamy, ale nie możemy znaleźć mu domu. Ludzie znajdują mnóstwo argumentów typu, bo kot ma już rok, bo nie wiadomo co robił, bo wolą młodszego albo rasowego. Chwilami brakuje nam słów. Nasz argument jest inny, bo nie mamy warunków i finansów już także, by sobie pozwolić na kolejne zwierze, ale wiadomo… Chcieliśmy pomóc. Odrobaliczyliśmy go, podawaliśmy leki, zbadaliśmy i załatwiliśmy kastrację. Zapewniliśmy tyle ile w naszej mocy…Teraz jesteśmy trochę w patowej sytuacji. I jeśli do czwartku, do wieczora nikt nie odezwie się w sprawie adopcji, zawozimy Szczęściarza do schroniska. Mi nie jest łatwo, nie wiem czy dam radę, czy nie będę płakać i czy po prostu podołam. Szczęściarz nie zasługuje na taki los. Mógłby mieć dom… Prawdziwy dom.

24 sierpnia 2010<

Sobota

Sierpień 21st, 2010

Fikcja: „Szczęściarz, wychodzę na imprezę…”
Szczęściarz: „Ok, no to piąteczka! Baw sie dobrze!”
:D Uwielbiam Go!

21 sierpnia 2010, popołudnie
fghtyhtrhrthth

Dzień szósty

Sierpień 21st, 2010

„Czuje się lepiej! Lepiej! Miau! Lepiej!”

Dziś zamieszczamy wam zdjęcia Szczęściarza, żeby pokazać w jak coraz lepszym stanie zdrowia się znajduje. :) Pomimo, że jeszcze „trzecie powieki” są widoczne, to jednak oczy wyglądają naprawdę DUŻO lepiej, a ropy zbiera się coraz mniej. Jednak z decyzji lekarzy, na antybiotyku musi jeszcze pozostać kilkanaście dni. Niestety jeszcze kicha, pochrumkuje… I puszcza bączki. :)

20 sierpnia 2010
dtghrthgdgfrfr

gbhdgfdsassssssssssssss

Dzień piąty

Sierpień 21st, 2010

„Pierwszy pocałunek”

W nocy nie było dziś łatwo. Bardzo płakał. Trudno było go uspokoić. Jednak nad ranem stracił głos i zmęczony poddał się zasypiając mi na rękach. Po przebudzeniu spojrzał na mnie, podniósł się na łapkach i polizał mnie po policzku, po czym opadł. Pogłaskałam go po główce, zaczął mruczek… Po południu ożywił się. Podchodził do nas, ocierał się i zaczepiał. Widać, że zaczyna odżywać. Pokazuje więcej emocji. Potrafi się zdenerwować, jak mu się coś nie spodoba i okazuje to. :) Zaczyna być sobą… :)
Dziś u weterynarza zrobiliśmy mu badanie oka. Nie ma wrzodu. To bardzo dobra wiadomość. :) Oczy będą się goić i już niedługo zobaczymy tego efekty… Nie możemy się doczekać. Od wczoraj przekazujemy link do bloga Szczęściarza znajomym i przyjaciołom, mając nadzieję, że ktoś nam pomoże, albo zwróci na niego uwagę. Oprócz jednej osoby nikt nie zainteresował się jego adopcją. Zaczynamy się trochę denerwować i martwić. W poniedziałek musimy podjąć jakieś decyzje. Nie chcemy go oddawać do schroniska, nie zasługuje na to kot tak dobry i kochany. :(

19 sierpnia 2010
sefgegfaca

k,m,jfhdgawdd

Trudna decyzja

Sierpień 19th, 2010

„Nie zostawiajcie mnie! Miau!”

Nie rozmawialiśmy długo o Szczęściarzu, bo jesteśmy świadomi sytuacji w jakiej się znajdujemy. Nie możemy sobie pozwolić na kolejnego kota. Przez gardło ledwo nam przeszło wypowiedzenie słów „Musimy znaleźć mu dom”, kiedy on leżał obok nas i radośnie wyciągał w naszym kierunku łapki, dopraszając się głaskania po brzuszku oraz pod paszkami. Pomagamy mu bezinteresownie. Taki ludzki odruch, wiemy że kot sam nie pójdzie do lekarza po receptę w chorobie, wiemy jak wiele kotów ginie z rąk ludzkich i z rąk samej natury. Pojawił się u nas ten odruch – współczucie. Spojrzeliśmy na siebie wypowiadając w ciszy – ZRÓBMY COŚ Z TYM. Miał więc szczęście, że na nas trafił… I o to jesteśmy, tu – na tej kanapie – my razem z nim. Zarazem szczęśliwi, a zarazem smutni. I nawet pewnie trochę przerażeni, jak sam Szczęściarz. Nasz lęk wiąże się z jego przyszłością. Nie chcemy go oddawać, lecz musimy to zrobić. Bo… Byłoby może to dla nas łatwiejsze, gdyby był zwykłym kotem. Spał, jadł, „kuweta”, spał, jadł, miauknął, „kuweta”… Ale nie… Jest taki kochany… Wesoły, czuły pieszczoch, ze swoimi nastrojami, taki pozytywny czarny charakter w białym krawacie… Szukamy mu domu pomóżcie nam znaleźć dobrego człowieka, który da mu szczęście już raz odebrane… Do tego dnia, zrobimy wszystko co w naszej mocy, by dalej o niego dbać i sprawiać, by stawał się szczęśliwszy i silniejszy.

Krzysiek i Ewelina

18 sierpnia 2010, wieczór