Początek

Posted On: wtorek, Sierpień 17th, 2010 at 16:44

„Ej, jaki fajny kocur!”
W niedzielę, tuż przed dużą ulewą na parkingu pod blokiem, siedząc w samochodzie zauważyliśmy wyłaniającego się spod sąsiedniego auta czarnego kota. Ruszył w naszą stronę, i mrucząc zaczął się łasić. Równie niespotykane, co miłe, gdy miejski kot nie ucieka od człowieka, a sam podchodzi, wskakuje na siedzenie i domaga się pieszczot. Wtedy zauważyliśmy w jak złym stanie znajdują się jego oczy. Wydzielająca się mieszanina krwi i ropy wyglądała niczym narośl, przez co ciężko było dostrzec, czy kot oczy ma, czy nie. W ułamku sekundy podjęliśmy decyzję o zawiezieniu go do weterynarza. Podczas jazdy kot był bardzo spokojny, nie wyrywał się, ani nie uciekał. Dotarliśmy do Lecznicy dla Zwierząt ARSWET przy ul. Fieldorfa 5 w Warszawie. Tam weterynarz od razu udzielił mu pomocy. Pozbył się ropy z oczu i ich okolicy, zmierzył temperaturę (39,2), wagę (4,45 kg), podał antybiotyk oraz krople do oczu. I wtedy już wiedzieliśmy, że na pewno nie wróci na ulicę, że nie pozwolimy na to.

15 sierpnia 2010, wieczór

dedQAFFG

Categories: Bez kategorii, Stary dom - wpisy Fikcji

Leave a Reply